Wczytuję dane...

Sklep internetowy i co dalej?

Sklep internetowy i co dalej?

Budzisz się rano, drepczesz po kawę. I nagle bum! Chcę mieć sklep internetowy!

To przecież na pewno jest proste, tysiące ludzi założyło sklep internetowy, to mogę i ja. Tak, to prawda. Słyszeliście przecież, że handel w internecie rośnie z roku na rok i to w oszałamiających wartościach. Czemu nie uszczknąć czegoś z tego tortu. No dobra, założenie własnego sklepu internetowego jest tak proste jak wejść w kałużę. Prawda? Jednak po wyjściu z kałuży, gdy minie euforia, trzeba się sobą zająć. Przebrać spodnie, wyprać, wysuszyć, takie tam. Sami wiecie. Trwa to zwykle dłużej niż entuzjazm wywołany skakaniem w kałuży. Podobnie ma się z jedzeniem, przygotowujesz godzinę, jesz kwadrans. Potem jeszcze trzeba po sobie posprzątać. ten sam scenariusz jest ze sklepem. Gdy mija euforia zaczyna się lęk. Taaaak, i pytanie co dalej?

Temat pierwszy:

- obsługa swojego świeżutkiego sklepu

Jak się za niego zabrać? Przycisków i ustawień bez liku, pomoc obsługi taka sobie - no wiecie, oni wiedzą o czym mówią, ja niekoniecznie :)

Potem przychodzi zwątpienie; ja przecież tego nigdy nie ogarnę!!!  Eeeee, nieprawda, wszystko jest do ogarnięcia. Trzeba tylko trochę cierpliwości i samozaparcia. No i czasu. Tego nikt Wam nie da. Sami musicie sobie wygospodarować.

Temat drugi:

- sprzedaż

Macie już swój sklep, towar wystawiony. Ceny świeżutkie, dopiero przeliczone. A jakie zyski.....oczywiście w myślach. Siadacie na kanapie, bo przecież urobiliście się po pachy. No, teraz czas zarabiać.

Po trzech dniach nawet zawias nie zaskrzypiał w sklepowych drzwiach, oczywiście w przenośni, bo nasz sklep jest wirtualny. Zaraz, zaraz, wszystko jest, witryna jest, towar jest, tylko klientów nie ma.

I kolejne:

- reklama

Otóż to, bez reklamy nikt nie wie, że macie sklep. Przecież on nie stoi na Marszałkowskiej. Nie potyka się o niego tysiąc osób dziennie idąc do pracy czy na zakupy. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. NIKT O NIM NIE WIE.

No i zaczynasz zagłębiać się w temat reklamy. Obce Ci dotąd terminy stają się coraz bardziej przyjazne, coraz bardziej znajome wraz z każdym kolejnym przeczytanym artykułem. A jest tego dużo. W dobie internetu, przynajmniej to nie stanowi problemu. Dostęp do wiedzy. Problemem jest natomiast co innego. Dotkliwy brak czasu, potem przychodzi zmęczenie. I tak już będzie, przynajmniej przez jakiś okres czasu. Następnie trzeba przyswoić sobie myśl, że reklama nie jest za darmo. Promowanie wszystkiego, strony, produktu, wizerunku jest kosztowne, ale za to proste. Narzędzi jest sporo: Goodle ads, Facebook ads, instagram ads, Allegro ads. Można też próbować sił w ogłoszeniach lokalnych, w internecie oczywiście. Często są za darmo lub za niewielkie pieniądze. Inna sprawa, czy ktoś je czyta? Jakie przynoszą korzyści? Pewnie marne, więc z czasem dajecie sobie z nimi spokój.

Dalej ktoś Wam mówi, że słabe macie SEO, pozycjonowanie strony. kolejny temat do ogarnięcia. Kilka rozmów telefonicznych. Rozmawiacie z doradcami, ale nijak nie można się porozumieć. Czujecie to? Mówią po polsku, Wy też, ale ni w ząb pojąć nie można co tam bełkoczą? No, i zaczynacie kolejne studia. Tym razem z pozycjonowania, SEO, H jedynki, H dwójki, crawlery, indeksowanie, 404, przekierowania, to są dopiero czary! Nie dla każdego, sporo ludzi zjadło na tym zęby. Dla mnie już TAK.

Ale to już innym razem.

Dobranoc